509
10 lipca 2016; 1

Dobrze jest sobie uswiadomic po tylu latach, ze od prawie 2 tygodni ma sie w szufladzie list od faceta, ktorego 6 lat nazywalo sie miloscia zycia i wcale nie ma ochoty sie odpisac. Ba, przeczytalo sie go tylko raz i wlasciwie nie ma sie ochoty wiecej do niego wracac.
Dobrze jest uswiadomic sobie, ze w koncu mozna isc do przodu, ze juz nie trzymaja nas zadne kajdany niespelnionych mlodych milosci i zaczac budowac swoje zycie takim, jakim chcialoby sie je miec. To oczywiscie nie znaczy, ze milosc hamuje i trzyma w miejscu, ale jesli x lat spedzi sie teskniac za kims, nie wiedzac nawet, czy teskni sie za osoba, czy za wyobrazeniem, jednoczesnie dochodzac do wniosku, ze znaczenia wlasciwie to nie ma, to naprawde czuje sie, jakby wielki kamien spadl mi z plecow. Nawet nie z serca, bo to nie w klatce piersiowej cos mi ciazylo.
Jestem sama od ponad pol roku i patrzac tymi wszystkimi smiesznymi kanonami spolecznymi, powinnam juz na cito szukac meza, bo moje szanse z kazdym dniem maleja, bo facetow coraz mniej, bo za chwile zmarszczki, bo najlepszy moment na rodzenie dzieci, bo... Wlasciwie po co? Pierwszy raz zastanawiajac sie nad swoim zyciem czuje tylko i wylacznie spokoj. Przyjdzie moment, w ktorym bede chciala kogos poznac albo po prostu poznam i bedzie zwyczajowe wow, ale wydaje mi sie, ze czas, ktory mamy bez zastanawiania sie nad planami i celami drugiej osoby tez trzeba jakos wykorzystac. Mozna mowic, ze to sa rzeczy, ktore powinno chciec sie robic z druga osoba, wspierac sie i oczywiscie, podpisuje sie pod tym w pelni, tyle ze uwazam, iz sporo konstruktywnego mozna zrobic, kiedy nie martwi sie o kompromisy, a mysli tylko o swoich czterech literach, bo ostatecznie kto o nich pomysli za nas?
Nigdy nie bede zalowala 6 lat, ktore spedzilam na tesknieniu, bo one tez do mojego zycia duzo wniosly, wrecz mysle, ze podnioslam sie i otrzepalam kolana w najlepszym z mozliwych dla siebie momentow.

Jestem szczesliwa i dumna z siebie. Tak po prostu.